Pełnomocnik IT. Twój człowiek od IT - jak „mój prawnik", „moja księgowa".
Księgowej płacisz, żeby nie zrobił Cię urząd. Mnie - żeby nie zrobił Cię informatyk.
Oferty, umowy, wykonawcy, awarie - oceniam, negocjuję, pilnuję. Nie sprzedaję stron, hostingu ani reklam, więc nie mam interesu w tym, żebyś wydawał więcej.

Mam na biurku ofertę na 60 tys. i nie wiem, czy to uczciwa cena, czy jazda po bandzie.
Agencja mówi „tak trzeba", a ja nie mam jak tego zweryfikować.
Rozstaję się z wykonawcą i boję się, co zabierze ze sobą - domenę, dostępy, dane.
Sklep stoi, każdy zwala winę na kogoś innego, a ja tracę pieniądze co godzinę.
Płacę za hosting, utrzymanie i reklamy - i nie wiem, za co właściwie.
Chcę zmienić system albo wykonawcę i nikt nie umie mi powiedzieć, od czego zacząć.
W każdej z tych sytuacji problem jest ten sam: nie masz nikogo, kto oceni, czy wykonawca nie robi Cię w konia.

Jeśli masz na biurku ofertę na 40 albo 400 tysięcy i nie wiesz, czy to uczciwa cena, czy kosmos - to jest dokładnie ten moment, w którym moi klienci dzwonią do mnie. Zanim podpiszą.
To nie są godziny konsultacji. To pilnowanie Twoich interesów w IT: oceniam oferty, pilnuję infrastruktury, odbieram projekty, doradzam przy decyzjach.
Nie ma tematu, który widzę pierwszy raz.
Akredytacja IRCA. Systemy bezpieczeństwa wdrażałem m.in. w PSE, PGNiG Termika, KGHM i Fiat Auto Poland; współpraca z TÜV Rheinland i TÜV Nord.
Sam buduję aplikacje, na których pracuje po 100 osób jednocześnie. Wiem, jak wygląda robota od środka - wykonawca mnie nie zaczaruje.
Prowadziłem operacyjnie firmę logistyczną obsługującą przemysł motoryzacyjny. Rozumiem, że interesuje Cię wynik, nie technologia.
Wykonawcy zarabiają na Twojej niewiedzy. Ja tę niewiedzę likwiduję.
Sprawdzamy, czy w ogóle jestem Ci potrzebny. Czasem powiem, że nie.
Inwentaryzacja tego, co masz: domeny, hosting, licencje, umowy, dostępy, ryzyka. Raport po ludzku.
Jestem pod telefonem, pilnuję, doradzam, odbieram robotę od wykonawców i dyscyplinuję ich.
Silnik pracuje też wtedy, gdy stoisz na światłach. Płacisz za gotowość - nie za liczbę pożarów.
Nie płacisz za godziny. Płacisz za to, że ktoś pilnuje Twoich interesów - jak księgowa pilnuje Twoich rozliczeń.
Duże firmy płaciły za moją wiedzę duże pieniądze. Teraz może ją mieć Twoja firma - bez etatu dyrektora IT za 20 tys./mc.
Inwentaryzacja i mapa ryzyk: domeny, hosting, dostępy, kopie, umowy. Wiesz, co masz, co Ci grozi i co jest pilne.
Pilnuję terminów, weryfikuję faktury, odpowiadam na pytania, raportuję co kwartał. Interwencje rozliczane osobno - stawki znasz z umowy, nie z sufitu.
Wszystko z czuwania plus bieżące działania w cenie: umowy przed podpisem, odbiory prac, konflikty z wykonawcami, zmiany hostingu czy agencji. Mniej więcej tyle, co jeden leasing auta – ułamek pensji dyrektora IT.
Informatyk wymienia tonery i naprawia sprzęt. Ja pilnuję Twoich pieniędzy i decyzji. To inne stanowisko - i zwykle pracujemy obok siebie, nie zamiast.
Nic nie widać - bo pilnowanie działa. Co kwartał (lub co miesiąc, jeśli koniecznie tego chcesz) dostajesz raport: co monitorowałem, co sprawdziłem, co się zmieniło w Twoich umowach, dostępach i kosztach. Spokój też jest wynikiem. Jestem jednak normalnym gościem i rozumiem, że jak jest wolniejszy miesiąc, to chcesz wiedzieć, że nie przepłacasz i nikt Cię nie oszukuje. Dlatego istnieje opcja "czuwanie", żebyś wiedział, że ktoś pilnuje Twoich interesów - nawet jeśli nic się nie dzieje.
Nie w ramach retainera - i to jest dla Ciebie dobre. Gdybym zarabiał na naprawach, miałbym interes w tym, żeby ich było dużo. Naprawy zlecamy wykonawcy, a ja odbieram jego robotę w Twoim imieniu.
Dyrektor IT to 20 tys./mc plus rekrutacja, wdrożenie i ryzyko pomyłki. Retainer daje Ci to samo doświadczenie w wymiarze, którego naprawdę potrzebujesz - bez etatu.
Rozmowa wstępna jest bezpłatna. Wcześniej trzy krótkie pytania - branża, skala firmy, z czym problem - żebym przyszedł na nią przygotowany.